Nagroda i kara w życiu przyszłym - BĄDŹ PRZYJACIELEM.

PRZYJACIELE DUSZ CZYŚĆCOWYCH
Przyjaciele Dusz CZyśćcowych  www.PDCZ.pl
Idź do spisu treści

Menu główne:

Nagroda i kara w życiu przyszłym

 
 

Rozdział "NAGRODA I KARA W ŻYCIU PRZYSZŁYM" wybrane z przekładu:
Bł. Anna Katarzyna Emmerich
TAJEMNICE CZASÓW OSTATECZNYCH
Wizje nieba, piekła, czyśćca, aniołów, szatana i ostatniej walki Kościoła
Z dziennika Clemensa Brentano wybrał i opracował O.Karl Erhard Schmoger
Tytuł orginału: Geheimnisse des Neuen Bundes
Wydawnictwo AA s.c. Kraków


BŁ. ANNA KATARZYNA EMMERICH
NAGRODA I KARA W ŻYCIU PRZYSZŁYM

 
 
 



 
 
 

1. Tajemnica weselnej uczty i szaty weselnej

 
 

1

W roku 1819, w nocy poprzedzającej 19 niedzielę po Zesłaniu Ducha Świętego, na którą przypada Ewangelia o uczcie weselnej, błogosławiony Mikołaj z Filie prowadził Annę Katarzynę w jej widzeniu, o którym tak opowiedziała:
„Zobaczyłam błogosławionego Mikołaja jako sędziwego, wysokiego mężczyznę ze srebrzystymi włosami, z małą, ząbkowaną, błyszczącą szlachetnymi kamieniami koroną na głowie. Miał nai sobie śnieżnobiałą, sięgającą po kostki koszulę, a w ręce trzymał drugą koronę, nieco większą, wyłożoną szlachetnymi
kamieniami. Zapytałam go, dlaczego zamiast ziół ma teraz błyszczącą koronę. Poważnie i zwięźle powiedział mi o mojej śmierci i przeznaczeniu, oraz że chce mnie zaprowadzić na wielkie wesele. Nałożył mi koronę na głowę i wraz z nim uniosłam się wysoko, aż do pałacu, który widniał przede mną, jakby zawieszony w powietrzu. Miałam tam być oblubienicą, jednak strasznie się wstydziłam i byłam tak onieśmielona, że nie mogłam się opanować. W pałacu odbywało się wspaniałe wesele. Było tak, jakbym miała zobaczyć czynności i zaniedbania wszystkich stanów świata na uczcie weselnej oraz wpływ błogosławionych przodków wszystkich ludzi na ich najbliższych. Na pierwszym miejscu był ustawiony stół biesiadny dla duchowieństwa. Widziałam papieża i biskupów z pastorałami, siedzących dokoła w ornatach oraz wielu innych, niższych i wyższych duchownych, a każdy z nich miał w wyższym chórze nad sobą błogosławionych i świętych ze swego rodu, swych przodków oraz patronów własnych i patronów swej posługi, którzy wywierali na nich wpływ, osądzali ich i podejmowali decyzje. Przy stole zasiadały także duchowe oblubienice z arystokratycznych warstw, ja zaś musiałam ze swą koroną zasiąść razem z nimi jak równa im, co mnie bardzo zawstydzało. Byli to sami żyjący, którzy nie mieli koron. Nade mną stał człowiek, który mnie zaprosił, a ponieważ byłam tak onieśmielona, sam wszystko za mnie czynił i przygotowywał. Potrawy na stole były wprawdzie gotowe, nie był to jednak zwyczajny ziemski pokarm. Wszystko było dla mnie przejrzyste, czytałam w każdym sercu. Za jadalnią widziałam jeszcze wiele różnego rodzaju pokoi i pomieszczeń, w których byli obecni i do których przychodzili różni ludzie. Wśród nich było wielu niegodnych duchownych usuniętych z miejsc przy stole biesiadnym, ponieważ zadawali się z ludźmi światowymi i bardziej im służyli niż Kościołowi. Ci ludzie światowi zostali osądzeni jako pierwsi, po nich zaś odesłano od stołu duchownych do innych znajdujących się bliżej lub dalej pomieszczeń. Liczba osądzonych była bardzo niewielka. Był to pierwszy stół i pierwsza godzina.

Duchowni wyszli. Zastawiono drugi stół. Nie zasiadałam już przy nim razem z innymi, lecz stałam na podłodze między widzami. Błogosławiony Mikołaj stał cały czas nade mną, gotów mi dopomóc. Teraz przyszli w wielkiej liczbie cesarze, królowie oraz inni władcy i zajęli miejsca przy stole. Usługiwali im inni wielcy władcy. Nad nimi ukazali się święci spośród przodków każdego z nich. Niektórzy z tych władców zwrócili na mnie uwagę. Byłam zalękniona i odpowiedzi udzielał za mnie Mikołaj. Nie pozostali długo przy stole. Wszyscy byli bardzo do siebie podobni i ich zachowanie nie było odpowiednie, wyglądali na słabych i niespokojnych, a jeśli nawet któryś z nich taki już nie był, nie wynikało to z jego cnoty. Wielu z nich w ogóle nie zasiadło do stołu. Tych od razu odsyłano do odpowiednich miejsc na zewnątrz. Przypominam sobie szczególnie rodzinę Croyów, która wśród swych przodków miała z pewnością świętą stygmatyczkę, gdyż ona właśnie powiedziała mi: «Patrz, to są Croy!».
Następnie ukazał się stół członków arystokracji. Nad nimi zobaczyłam dobrą Fehmfrau.
Przy następnym stole zasiadali bogaci mieszczanie. Nie potrafię nawet powiedzieć, jak wstrętny był ten stan. Zobaczyłam, że większość z nich usunięto. Razem z podobnymi im spośród szlachty zostali zamknięci w dole kloacznym i tam brodzili w błocie.
Kolejny stół należał do dość dobrego stanu. Zasiadali przy nim starsi, ogólnie szanowani mieszczanie i chłopi. Było tam wiele dobrych osób, także spośród
moich bliskich. Nad nimi stali również moi rodzice. Przybyli tutaj także potomkowie brata Mikołaja, porządni, krzepcy ludzie spośród mieszczaństwa. Jednak także niektórzy z nich zostali usunięci. Potem przyszli ubodzy i kalecy—wielu pobożnych, ale też i złych, których wypędzono. Miałam z nimi wiele do czynienia. Widziałam nad sobą wiele osób i wiele dań, nie potrafię opisać wszystkiego. Gdy znikł szósty stół, święty człowiek odprowadził mnie z powrotem. Zaprowadził mnie do mojego łóżka, z którego mnie zabrał. Byłam bardzo słaba i nieprzytomna, nie mogłam się poruszać ani dać żadnego znaku, wydawało mi się, że nadchodzi już śmierć. Mikołaj mówił mi o krótkim życiu, ale nie określił dokładnie, jak długo jeszcze będę żyła”.

1

 
 
 



 
 
 

2. Piekło

 
 

2

Anna Katarzyna miała kiedyś takie oto widzenie piekła:
„Gdy pewnego razu z powodu niedoli, której zaznawałam ze wszystkich stron, a także w następstwie doznawanej udręki i przeszkód, ogarnęło mnie
zniechęcenie i stałam się małoduszna, wtedy zaczęłam wzdychać do Boga, żeby mi dał choć jeden dzień spokojny, gdyż żyję jak w piekle. Wtedy mój przewodnik surowo mnie upomniał i powiedział: «Żebyś swego stanu już nigdy nie przyrównywała do piekła, pokażę ci je». Poprowadził mnie na północ, w tę stronę, gdzie ziemia opada stromo. Najpierw wspięliśmy się daleko od ziemi. Prowadzono mnie cały czas na północ, bardzo stromym stokiem, oblodzoną pustynną ścieżką, aż doszliśmy do jakiejś straszliwej krainy. Cała ta droga przedstawiała się tak, jakbyśmy poruszali się w wyższych rejonach wokół ziemi i miałam uczucie schodzenia w dół, po stromej, północnej stronie ziemi. Droga była pusta, ciemna i lodowata, a w miarę zbliżania się do piekła coraz bardziej stroma. Kiedy przybyłam do tego straszliwego miejsca, zdawało mi się, że dotarłam do jakiegoś położonego niżej świata. Gdy wracam myślą do tego, co ujrzałam, jeszcze teraz drżę na całym ciele. W przybliżeniu było to tak, jakbym unosiła się nad ziemią. Widziałam wszystko w wielkiej skali: tu czarna plama, dalej żar ognia, gęsty dym, noc. Na krańcach pola widzenia wszędzie była noc. Gdy znaleźliśmy się bliżej, ujrzałam, że jest to kraina niekończącej się męczarni”.
Obszerniejsza jest poniższa wizja. Anna Katarzyna miała ją wtedy, gdy ukazano jej w widzeniu, jak najświętsza dusza Jezusa bezpośrednio po odłączeniu się od ciała zstąpiła do Otchłani. Tak o tym opowiedziała:
„Wreszcie zobaczyłam Go [Pana], jak z całą powagą zbliżał się do samego jądra Otchłani, do piekieł. Ukazało mi się ono w postaci ogromnej, straszliwej, czarnej, świecącej metalicznym blaskiem budowli, do której wchodziło się przez niesamowite, budzące lęk czarne bramy, zaopatrzone w rygle i zamki. Rozległ się ryk i krzyki przerażenia, bramy rozwarły się i ukazał się potworny, mroczny świat.
Mieszkania błogosławionych oglądam zazwyczaj w postaci niebieskiego Jeruzalem. Widzę miasto oraz — odpowiednio do niezliczonych uwarunkowań szczęśliwości - najrozmaitsze zamki i ogrody, pełne cudnych owoców i różnego rodzaju kwiatów. Także tutaj widziałam wszystko jako jeden świat, w którym znajdowały się budowle, pomieszczenia i puste pola. Wszystko to było jednak zrodzonym z męczarni i udręki przeciwieństwem szczęśliwości. Jak w miejscu pobytu błogosławionych wszystko jest podporządkowane wprowadzaniu pokoju, harmonii i zadowolenia,

tak tutaj wszystko stanowi wyraz wiecznego gniewu, podziałów i rozpaczy. Jak w niebie znajdują się niewyobrażalnie piękne, przejrzyste budowle radości i uwielbienia, tak tutaj są rozmaite niezliczone ciemne więzienia i jaskinie męki, przekleństwa i rozpaczy. Tam — najcudniejsze ogrody pełne Boskich, orzeźwiających owoców, tutaj — najobrzydliwsze pustynie i bagniska pełne męczarni i udręki oraz wszystkiego, co może budzić odrazę, wstręt i przerażenie. Widziałam świątynie, ołtarze, zamki, trony, ogrody, morza i rzeki — nie takie jak w niebie, gdzie wszystko pełne jest błogosławieństwa, miłości, zgody, radości i szczęścia — lecz powstałe z przekleństwa, nienawiści, ohydy, rozpaczy, zamieszania, męki i katuszy. Tutaj rozdzierające, wieczne podziały potępionych, tam błogosławiona wspólnota świętych. Znajdowały się tutaj wszelkie korzenie przewrotności i fałszu, z których wyrastały niezliczone objawy bólu i udręki oraz ich dzieła. Nic nie było tu zgodne z prawdą i dobrem, żadna inna myśl nie przywracała spokoju, poza tą jedną: sprawiedliwość Boża dosięga każdego i wymierza mu karę, na którą zasłużył sobie przez swe przewinienia, gdyż wszystkie straszne rzeczy, które się tu ukazują i dzieją, stanowią samą istotę i kształt zła zdemaskowanego grzechu, węża zwracającego się przeciwko tym, którzy wyhodowali go na własnej piersi. Widziałam tam budzącą lęk budowlę z kolumnami, w której wszystko było nastawione na sianie grozy, tak jak w królestwie Bożym wszystko ukierunkowane jest na pokój i spoczynek. Ogólnie to wszystko dałoby się może zrozumieć, jednak w szczegółach jest to po prostu niewyrażalne.
Gdy aniołowie otwarli bramy, moim oczom ukazał się widok sprzeciwu, przekleństwa, obelgi, wycia i skarg. Poszczególni aniołowie zrzucali w otchłań całe gromady złych duchów. Wszyscy musieli uznać Jezusa i oddać Mu pokłon, co dla nich było najstraszniejszą torturą. Wielu z nich związano ze sobą w taki sposób, że tworzyli jeden zamknięty krąg, w którym byli uwięzieni. W środku ziała czarna otchłań. Zrzucono w nią związanego Lucyfera. Wokół niego kotłowały się nocne ciemności. Wszystko to działo się zgodnie z ustanowionymi prawami. Słyszałam, że Lucyfer — jeśli się nie mylę — zostanie na pewien czas uwolniony, 50 lub 60 lat przed rokiem 2000 po Chrystusie. Nie pamiętam już wielu pozostałych danych liczbowych. Niektóre złe duchy miały być wypuszczone wcześniej, ażeby
karały i kusiły ludzi. Wydaje mi się, że uwolnienie jednych miało nastąpić w naszych czasach, a innych nieco później.

2

 
 
 



 
 
 

3. Mieszkanie w niebieskim Jeruzalem

 
 

3

8 stycznia 1820 roku Overberg dał w Münster wikaremu z Dülmen przeznaczony dla Anny Katarzyny relikwiarz w kształcie wieży, który ten niósł w ręce z Münster do Dülmen. Mimo iż o zamiarze Overberga nie mogła wiedzieć, widziała wikarego w czasie całej powrotnej drogi do Dülmen i jasny płomień pod jego ręką. Tak o tym mówiła:
„Dziwiłam się cały czas, że się nie spalił i wydawało mi się niemal śmieszne, że przez całą drogę nie zauważył tego światła - były to przecież różnokolorowe płomienie w tęczowych barwach. Na początku widziałam tylko to różnobarwne światło, a gdy był już bliżej, dostrzegłam również relikwiarz. Wikary przeszedł jednak koło mojego domu i szedł dalej przez całe miasteczko. Nie mogłam tego zrozumieć, zrobiło mi się nawet trochę smutno, bo pomyślałam, że wejdzie z nim w inną bramę. Relikwie, które w nim były, bardzo mnie intrygowały. Czułam, że muszą być stare i pochodzą z czasów anabaptystów» kiedy zabierano je z miejscowości, które zdobyli”.

Gdy następnego dnia Niesing przekazał jej ten relikwiarz, bardzo się uradowała i 12 stycznia opowiedziała pielgrzymowi o widzeniu, które miała w związku ze znajdującą się u niej relikwią: „Zobaczyłam idącą w moim kierunku duszę jakiegoś młodzieńca. Cała jego postać jaśniała, odziany był w szatę podobną do tej, którą nosił mój przewodnik, a wokół jego głowy widniała aureola. Powiedział mi, że zbawienia dostąpił dzięki walce ze swoją naturą i przez jej zwyciężanie. Pomogło mu także to, że nietknięte pozostawiał nawet róże, które mu się bardzo podobały. Utraciłam świadomość i ujrzałam inny obraz. Zobaczyłam tę duszę w postaci trzynastoletniego chłopca, idącego z dużą ilością zabawek przez piękny, ogromny park. Miał pomarszczony kapelusz i żółtą, obcisłą, ku dołowi do samych spodni rozpiętą kurtkę, z rękawów której przy dłoniach wystawały mankiety. Spodnie i pończochy tworzyły jedną całość i były po bokach ściśle zasznurowane. Część zasznurowana była innej barwy. Kolana były obwiązane, buty zasznurowane wstążkami. W ogrodzie były pięknie wystrzyżone żywopłoty i wiele wyciętych z krzewów domków i altanek, które od strony zewnętrznej były zazwyczaj czworokątne, a wewnątrz okrągłe.

3

 
 
 



 
 

4

Widać też było pola z wieloma drzewami i pracujących tam ludzi. Pracownicy ci byli ubrani tak, jak ja zazwyczaj ubierałam pasterzy w klasztornej szopce. Ogród ten był własnością bogatych ludzi z rodzinnego miasta tego młodzieńca. Wolno było w nim spacerować. Widziałam wesoło skaczących chłopców, którzy z wielu znajdujących się tam różanych żywopłotów zrywali czerwone i białe róże. Mój młodzieniec nie uległ jednak zachciance, mimo iż pozostali podstawiali mu pod nos wielkie bukiety róż, chcąc go skusić. Błogosławiony duch powiedział mi wtedy: «Walki z zachciankami nauczyła mnie inna, dużo cięższa pokusa, której pokonanie było o wiele pożyteczniejsze. U sąsiadów mojego ojca była piękna dziewczyna, towarzyszka moich zabaw, którą w swej niewinności bardzo polubiłem. Moi pobożni rodzice przykładali dużą wagę do słuchania kazań i pewnego razu usłyszałem w kościele ostrzeżenie przed takim towarzystwem i chociaż wiele mnie to kosztowało, odtąd unikałem spotkań z tą dziewczyną. To zwycięstwo dało mi siłę do wyrzeczenia się róż». Gdy to powiedział, moje widzenie skończyło się i zobaczyłam tamtą dziewczynę.

Piękna jak kwiat róży, szła przez miasto. Zobaczyłam też piękny dom rodziców chłopca, położony przy wielkim, czworokątnym placu targowym. Wszystkie domy miały kryte arkady. Jego ojciec był bogatym kupcem. Gdy weszłam do ich domu, zobaczyłam ojca i matkę oraz ich pozostałe dzieci. Była to dobra, pobożna, chrześcijańska rodzina. Ojciec handlował suknem i winem. Był wytwornie ubrany, do pasa miał przytroczoną skórzaną sakiewkę. Był to wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna. Także matka wyglądała na bystrą kobietę i miała piękną fryzurę. Mój młodzieniec był najstarszym dzieckiem tych dobrych ludzi. Przed domem stały wozy z towarem. Na środku placu znajdowała się fontanna, otoczona piękną, żelazną, kunsztownie wykonaną kratą z figurami wysokości mężczyzny. Jedna figura stała też w środku basenu i z niej wypływała woda. W czterech rogach placu stały małe budynki, wyglądające na budki strażnicze. Samo miasto było położone na bardzo urodzajnym terenie. Z jednej strony było otoczone fosą, przy jednej z bram płynęła dość duża rzeka. W mieście było siedem kościołów, nie było jednak wysokiej wieży. Gdzie dokładnie znajdował się ten teren, nie potrafię powiedzieć.

4

 
 
 



 
 

5

Wydaje mi się, że było to jakieś niemieckie miasto, jednak nie jestem tego pewna. Dachy były bardzo strome, a front domu wyglądał jak czworokątny mur.
Później zobaczyłam jeszcze, że ów młodzieniec udał się do znajdującego się na uboczu klasztoru, by tam rozpocząć naukę. Był on oddalony od rodzinnego domu o dwanaście godzin drogi i stał na górze porośniętej winną latoroślą. Młodzieniec był nadzwyczaj pilny i darzył Matkę Bożą tak wielkim zaufaniem, że gdy czegoś w książkach nie rozumiał, mówił do Maryi przedstawionej na obrazie: «Uczyłaś swoje Dziecko, a jesteś przecież także moją Matką, ucz więc także mnie!». Wtedy Maryja ukazywała mu się i uczyła go, on zaś odnosił się do niej z całą prostotą i bez żadnego skrępowania. Był tak pokorny, że nie chciał zostać księdzem, z powodu swej pobożności cieszył się jednak powszechnym szacunkiem. W klasztorze tym pozostał trzy lata. Przez cały jeden rok leżał złożony ciężką chorobą, zmarł w 23 roku swego życia i tam też został pochowany.
Jeden z jego znajomych nie mógł zapanować nad swymi namiętnościami i bardzo często popadał w grzech. Ponieważ zmarłego młodzieńca darzył wielkim zaufaniem, przez wiele lat po jego śmierci modlił
się na jego grobie, aż wreszcie on sam mu się ukazał.

Pouczył go i powiedział mu, żeby zwrócił uwagę na znak na jego palcu, mający kształt pierścienia. Otrzymał go w momencie swych zaślubin z Jezusem i Maryją. Niech poprosi, żeby szukano go na jego zwłokach i przekonano się w ten sposób, że naprawdę mu się ukazał. Przyjaciel ten miał około trzydziestu lat — na tyle wyglądał. Wydobyto zwłoki, znaleziono znak, który stał się relikwią. Młodzieniec nie został wyniesiony na ołtarze. Swym usposobieniem bardzo przypominał mi świętego Alojzego.
Dusza tego młodzieńca zaprowadziła mnie do miejsca wyglądającego jak niebieskie Jeruzalem. Wszystko tam było jaśniejące i przejrzyste. Przyszłam na rozległy, okrągły plac. Otaczały go lśniące, piękne pałace, a pośrodku stał długi stół, przykryty obrusem i zastawiony wyszukanymi daniami. Z czterech stojących wokoło pałaców wychodziły kwieciste łuki i łączyły się ze sobą na środku stołu, tworząc piękny wieniec, wokół którego zobaczyłam migocące imiona Jezusa i Maryi. Nie było tam nic sztucznego, wszystko wyrastało z ziemi i z samej swej natury owocowało. Kwieciste łuki składały się z najrozmaitszym kwiatów, owoców i lśniących figur.

5

 
 
 



 
 

6

Znałam znaczenie tego wszystkiego i każdej poszczególnej rzeczy, doskonale wiedziałam, czym wszystko było. Właściwie nie chodziło nawet o znaczenie, tylko o samą istotę, która jak promienie słońca przenikała patrzącego, a jednocześnie pouczała o wszystkim. Tu, na ziemi, nie sposób tego wszystkiego wyrazić słowami. Z jednej strony, nieco w głębi w stosunku do pałaców, znajdowały się dwa kościoły — bliższy był poświęcony Maryi, dalszy zaś Dzieciątku Jezus. Miały one kształt ośmioboków. Gdy tam przyszłam, ze wszystkich stron, z wszystkich punktów owych lśniących pałaców, unosiły się bardzo liczne dusze błogosławionych dzieci, które wyszły mi na spotkanie, chcąc mnie powitać. Na początku wszystkie miały zwyczajną postać, wspólną wszystkim duszom, później jednak zobaczyłam je ubrane dokładnie tak, jak za życia. Rozpoznałam wielu zmarłych wcześniej moich towarzyszy zabaw. Przede wszystkim jednak poznałam Kacperka, brata Die-ricka, wielkiego psotnika, w sumie jednak dobrego chłopca, który zmarł po ciężkich cierpieniach w jedenastym roku życia. Chłopiec ten podszedł do mnie i dalej już tylko on mnie prowadził, wszystko mi objaśniając. Dziwiłam się, że ten niesforny Kacperek jest teraz tak ładny i miły.

Gdy wyraziłam zdziwienie, że jestem tutaj, powiedział: «Tak, tutaj nie przychodzisz na nogach, tutaj przychodzi się mocą dobrych czynów». Słowa te bardzo mnie ucieszyły. Gdy z początku nie byłam jeszcze pewna, czy go rozpoznaję, powiedział mi: «Nie pamiętasz, jak naostrzyłem ci nóż?”» To mnie przekonało i nawet wyszło mi na dobre. «Twoja matka dała ci coś do pokrojenia, a twój nóż był tak tępy, że nic byś nim nie zrobiła. Płakałaś i bałaś się, że matka cię zwymyśla. Obejrzałem go i powiedziałem sobie: popatrzę, jak matka weźmie ją w obroty. Potem zastanowiłem się jednak i stwierdziłem, że naostrzę nóż tej biedaczce. Tak też zrobiłem. Pomogłem ci i skorzystała na tym moja dusza. Czy pamiętasz jeszcze, że gdy dzieci nieładnie się bawiły, powiedziałaś, że to zła zabawa, że nie powinny tak postępować. Odeszłaś na bok, siadłaś w rowie i płakałaś. Wtedy podszedłem do ciebie i spytałem, dlaczego nie chcesz się bawić. Odpowiedziałaś, że jedno z dzieci szarpnęło cię za rękę. Pomyślałem trochę nad tym i postanowiłem nie bawić się już w taki sposób. To mi wyszło na dobre. Pamiętasz, jak wiele dzieci zbierało leżące na ziemi jabłka? Powiedziałaś, że nie powinniśmy tego robić. Powiedziałem wtedy: jeżeli my tego nie zrobimy, zrobią to inne dzieci.

6

 
 
 



 
 

7

Na co odpowiedziałaś: nie powinniśmy nikomu dawać powodu do zgorszenia. I nie wzięłaś ani jednego jabłka. To także zauważyłem i wyciągnąłem z tego dobry wniosek. Pewnego razu chciałem w ciebie rzucić kością, ale ktoś cię odciągnął i nie trafiłem. To również przemówiło mi do serca».
Te i tym podobne rzeczy Kacperek przywołał mi na pamięć. Zobaczyłam teraz, że każdy z nas otrzymał inną potrawę — za inne zwycięstwo nad pokusą i za inne uczynione dobro. Spożywanie ich polegało na ich zrozumieniu — były one dla nas przejrzyste. Tego nie da się wyrazić słowami. Nie siedzieliśmy przy stole, lecz unosiliśmy się nad nim od jednego końca do drugiego i każdy za swoje wyrzeczenie otrzymywał określony smaczny kąsek. Na początku rozległ się głos: «Potrawę tę może zrozumieć ten tylko, kto jej skosztuje». Potrawami tymi były jednak najczęściej śliczne kwiaty i owoce, lśniące kamienie, figurki i zioła. Były one też z zupełnie innej, bardziej duchowej materii, niż takie same rzeczy na ziemi. Były nieprawdopodobnie pięknie ułożone na świecących, przejrzystych tacach. Płynęła z nich nadzwyczajna moc w kierunku tych, którym przez jakieś konkretne ziemskie wyrzeczenie przeznaczono
taką lub inną potrawę.

Cały stół był też zastawiony szklaneczkami, w jakich kiedyś podawano lekarstwa. Były kryształowe i miały kształt gruszki — z nich właśnie piliśmy. Jedno z pierwszych dań składało się ze wspaniale przyrządzonych różnych gatunków wonnej żywicy. Ze złotej misy wyrastał mały kielich. Jego pokrywka miała guzik, na którym widać było mały, pięknie wyrzeźbiony krucyfiks. Wzdłuż brzegów misy widniały niebieskie, świecące litery, których znaczenie zrozumiałam dopiero w późniejszym czasie. Z misy wyłaniały się niebieskozielone, przepiękne bukiety mirtu, mające kształt piramidy i sięgające pokrywki kielicha. Były na niej pomarszczone listeczki i niesłychanie piękne kwiaty, wyglądające jak goździki. U góry, na tle najcudniejszego błękitu, znajdował się czerwony pąk. Gorycz tych żywic była teraz cudowną, korzenną i wzmacniającą duchową słodyczą. Otrzymałam to właśnie danie, ponieważ już od najmłodszych lat cierpliwie znosiłam tak często doznawaną gorycz serca. Za tamte pozostawione jabłka otrzymałam rozkoszne, błyszczące jabłuszka. Było ich całe mnóstwo na jednej gałęzi. Jedno z tych dań otrzymałam za to, że rozdałam ubogim tak wiele czerstwego chleba.

7

 
 
 



 
 

8

Miało ono kształt tamtego suchego chleba, wyglądało jednak jak wielobarwny, błyszczący kryształ, leżący na kryształowym talerzu. Za unikanie niegrzecznych zabaw otrzymałam białą szatę. Wszystko to objaśniał mi Kacperek. Razem wznosiliśmy się coraz wyżej przy tym samym stole. Zobaczyłam też przeznaczony dla mnie leżący na talerzu kamyk, który kiedyś dostałam w klasztorze. Usłyszałam też wtedy, że przed śmiercią otrzymam białą szatę i biały kamyk, z wyrytym na nim imieniem, które tylko ja będę mogła odczytać. Przy końcu stołu nagradzano miłość bliźniego. Były tam białe szaty, białe owoce, białe róże oraz najrozmaitsze białe, rozkoszne dania i inne rzeczy. Nie potrafię tego opisać. Kacperek powiedział mi: «Zobaczysz teraz, jaką mamy tu szopkę. Tak lubiłaś ją stroić!» Potem poszliśmy wszyscy do kościoła. Najpierw do kościoła Matki Najświętszej, z którego bez przerwy rozlegały się śpiewy. Znajdował się w nim również ołtarz, na którym przesuwały się wszystkie obrazy z życia Maryi, a dokoła stały wyższe i najwyższe chóry jej czcicieli. Przez ten kościół trzeba było przejść do szopki, znajdującej się w drugim kościele. Również w nim był ołtarz, na nim zaś obraz narodzenia Pana i przesuwające się obrazy ilustrujące całe Jego życie, aż do ustanowienia Eucharystii — dokładnie takie, jakie zawsze oglądałam w widzeniach”.

W tym miejscu Anna Katarzyna przerwała na chwilę opowiadanie, ażeby zachęcić pielgrzyma do gorliwszej pracy nad własnym zbawieniem. Niech wszystko zrobi dzisiaj i niczego nie odkłada na jutro! Życie jest tak krótkie, a odpowiedzialność tak wielka. Potem opowiadała dalej: „Znalazłam się w miejscu wyżej położonym. Wzniosłam się ponad kościół i znalazłam się w ogrodzie ze wspaniałymi owocami i wieloma bogato udekorowanymi stołami i półkami zastawionymi różnymi darami. Ze wszystkich stron widziałam unoszące się dusze, które na ziemi przez swe studia i prace dokonały wielu rzeczy i pomagały innym w robieniu postępów. Zmieniały miejsce w ogrodzie. Przy jednym stole stawała raz jedna, raz wiele z nich, a tam otrzymywały należne im nagrody. W środku ogrodu stał półokrągły postument ze stopniami, pełen wykwintnych dań. Na przodzie i po bokach widać było wyciągnięte ręce trzymające książki. Wydaje mi się, że ogród ten, przez który prowadziła jedna droga, miał piękną bramę. W bramę tę wchodził pochód i wszystkie obecne tu dusze pospieszyły w jego kierunku w dwu szeregach, aby przywitać przychodzących.

8

 
 
 



 
 

9

Dusze te wnosiły świętej pamięci zmarłego Stolberga26. Szły w procesji, niosły sztandary i wieńce z kwiatów. Cztery z nich niosły honorowe łoże, na którym znajdował się on sam, w postawie półleżącej, oparty swobodnie na ramionach. Inne dusze szły za nimi, a witający nieśli kwiaty i wieńce. Na głowę włożono mu koronę, ozdobioną białymi różami oraz lśniącymi kamieniami i gwiazdami. Korona nie była właściwie na jego głowie, lecz cały czas unosiła się nad nią. Na początku wszystkie te dusze ukazywały mi się w takiej samej postaci, jak przedtem dzieci w niebie. Teraz jednak widziałam je w szatach odpowiadających ich stanowi. Znajdowały się tam jedynie te, które przez pracę i nauczanie dopomogły innym do zbawienia. Zobaczyłam, że Stol-berg wstał ze swych noszy, które zaraz potem znikły, a on sam skierował swe kroki w stronę przeznaczonych dla niego darów. Zza półokrągłego postumentu ze stopniami wyszedł anioł. Z trzech stron tego postumentu, zastawionego mnóstwem wybornych owoców, naczyń i kwiatów, wyciągała się ręka z otwartą księgą.

Anioł przyjmował od otaczających go duchów księgi, w których coś skreślał i zapisywał, a następnie kładł je na dwu stojących obok niego stolikach. Potem duchy otrzymywały od niego na powrót większe i mniejsze pisma, które podawały sobie z rąk do rąk. Szczególnie dużo pomniejszych pism rozchodziło się z miejsca, gdzie znajdował się Stolberg. Wydawało mi się, że w ten sposób dusze dopełniają w niebie dzieła niedokończonego na ziemi. W pewnej chwili zobaczyłam, że ze stołu podniósł się i skierował w stronę Stolberga wielki, przejrzysty talerz, na środku którego stał piękny, złoty kielich, a wokół niego było wiele winogron, bułeczek, szlachetnych kamieni i kryształowych flaszeczek. W odróżnieniu od kielicha z wonną żywicą, ten nie był przymocowany. Dusze piły z niego i z flaszeczek oraz rozkoszowały się ich zawartością. Wszystko dawał im do rąk. Widziałam często, że niektóre dusze podawały sobie ręce. Po tych czynnościach zostały odprowadzone wyżej, gdzie miały dokonać dziękczynienia. Po tej wizji mój przewodnik powiedział, że mam się udać do papieża w Rzymie i poruszyć go przez modlitwę. Powie mi wszystko, co mam przy tym czynić”.

9

 
 
 



 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Strona główna | SIOSTRA FAUSTYNA | Tajemnica Milosierdzia Bozego | Historia powstania obrazu Milosierdzia Bozego | Tajemnica Koronki do Milosierdzia Bozego | CZYSCIEC WIDZIANY PRZEZ SW. FAUSTYNE | PIEC POSTACI NABOZENSTWA DO MILOSIERDIZA BOZEGO | a. Obraz Jezusa Milosiernego. | b. Swieto Milosierdzia Bozego | c. Koronka do Milosierdzia Bozego | d. Godzina Milosierdzia | e. Szerzenie czci Milosierdzia. | SW. MALGORZATA MARIA ALACOQUE | NAJSWIETSZE SERCE PANA JEZUSA | Pomoc modlitewna duszom czysccowym | Przeslanie | Objawienia | Akt oddania | ŁAGODNY MISTRZ, KTORY UCZY POKORY | OBRAZ, KTORY WYCISKA SIE W NASZYCH SERCACH | SERCE OFIAROWANE | Miłosc Blizniego | SAKRAMENT MILOSCI | MATKA | Siostra Lucja | Tajemnica Pierwszych Sobot | wizja piekla | czas | WSPOMNIENIA Z FATIMY | MINIONY CZAS | WYDARZENIA | Regulamin | Napisz do Redakcji | Cytat Miesiąca | WASZE ARTYKULY | FILM | NIEZWYKŁE OCZY MARYI | HEROICZNY AKT MILOSCI | OBRAZ DUSZ | GREGORIANKI | RACHUNEK SUMIENIA | ODPUSTY | PODROZE | PODROZE WYBOR | LICHEN OPIS | FATIMA FOTO | LOURDES FOTO | LA SALETTE OPIS | LA SALETTE FOTO | LOURDES OPIS | LICHEN FOTO | WIKTOROWKI | SANKTUARIUM NA WIKTOROWKACH | MODLITWY | INNE MODLITWY | Hymn Ciebie Boga Wyslawiamy | MAGNIFICAT | MISERERE | LITANIE DO IMIENIA JEZUS | LITANIE DO NAJSWIETSZEGO SERCA JEZUSOWEGO | LITANIE DO NAJDROZSZEJ KRWI CHRYSTUSOWEJ | LITANIE DO MATKI BOZEJ | LITANIE DO SWIETEGO JOZEFA | LITANIE DO WSZYSTKICH SWIETYCH | WIERZE W BOGA OJCA | Z GLEBOKOSCI WOLAM PANIE | Tajemnice Rozanca swietego | Tajemnica Koronki Milosierdzia Bozego | Drog Krzyzowa | SW. BRYGIDA | Tajemnica szczescia | Posłannictwo | sad duszy po smierci | obietnice wybór | obietnice | KATARZYNA EMMERICH | Kosciol Cierpiacy | NAGRODA I KARA W ZYCIU PRZYSZLYM | SW KATARZYNA Z GENUI | Rozprawa o Czysccu | MUZEUM DUSZ | MUZEUM WYBOR | SACRO CUORE DEL SUFFRAGIO | FOLIGNO - ODBITA SPALONA DLON | KORPORAL Z WYPALONYM SLADEM DLONI | slad wypalonego kciuka w modlitewniku. | MARIA SIMMA | M SIMMA WYBOR | Ze skrotu sprawozdania o Marii Simmie | Moje przezycia z Duszami Czysccowymi | Ogólna mapa witryny
www.pdcz.pl
przyjaciele@pdcz.pl
Copyright © 2011 - 2017  PDCZ    All Rights Reserved               www.pdcz.pl           "Przyjaciele Dusz CZyśćcowych"
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego